Świadectwo - piesza pielgrzymka do Chęstochowy 2014 r.
Wpisany przez ks. Rafał Masarczyk SDS   
sobota, 06 września 2014 15:44

Na pielgrzymkę do Częstochowy wybrałam się po raz pierwszy. Tak naprawdę nie wiedziałam jak się przygotowac i jak będzie wyglądała nasza droga i przede wszystkim, czy podołam. Namówił mnie na nią ks. Michał Gołębiowski, który też szedł już po raz kolejny w tym roku. Mimo, że do końca nie byłam przekonana do tego typu modlitwy, czy w ogóle do rekolekcji tego typu, stwierdziłam, że warto spróbować.

Nasza grupa 8 – RMS’owska z trzebnicy od razu mi się spodobała, a to dzięki energii i radości, dzięki, której chciało się iść, nawet wtedy gdy łatwo nie było. Pierwsze dni pielgrzymki były najtrudniejsze, mimo, ze drugiego dnia trasa lżejsza, to jednak pierwsze dni dały w kość. Nasz dzień dzień wyglądał zazwyczaj tak, że wychodziliśmy ok. 5/6. Wstawaliśmy mniej więcej godzinę wcześniej, żeby się przygotować, złożyć namioty, itd. Chociaż, zdarzały się osoby, którym wystarczyło 15 minut  Nasz dzień miał zazwyczaj 4/5 odcinków, a zależało to od długości trasy jaką mieliśmy przejść danego dnia. Zazwyczaj jeden odcinek miał 5-7 km i po każdym odcinku był półgodzinny postój. Po drugim odcinku zawsze o godz. 11 była msza św- więc był to dłuższy postój, na którym nie było trudno zasnąć. Natomiast ks. Orzechowski, który każdego dnia miał przygotowane dla nas kazanie, szybko nas rozbudzał. Mówił językiem, który docierał do wszystkich i zachęcił mnie do zastanowienia się i pracy nad takimi codziennymi czynnościami, gdzie często nawet nie myślimy o obecności Pana Jezusa obok nas.


Każdego dnia jeszcze przed mszą na drugim etapie odbywała się konferencja w drodze prowadzona przez księży z naszej grupy. Pragnę w tym miejscu im podziękować za trud, jaki włożyli w ich przygotowanie oraz za przekazanie Dobrej nowiny. Mimo trudności i zmęczenia, każdego dnia czekałam na konferencję. Była taką myślą i rozważaniem na każdy dzień. Po każdej konferencji mieliśmy chwilę ciszy, w której mogliśmy rozważać Boże Słowo. Przyznaję, że trochę ciężko było się skupić, ale z pewnością było to potrzebne, ponieważ cały czas śpiewaliśmy, wielbiliśmy Pana. Każdego dnia czekałam również na modlitwę, było to dla mnie ważne doświadczenie, jak wielkie znaczenie ma nasza wspólna modlitwa i radość z jej przezywania. Każdego dnia z rana odprawialiśmy brewiarz, również śpiewaliśmy godzinki, różaniec.. Ale tak jak wspomniałam wcześniej, mieliśmy też chwilę ciszy,  podczas której mogliśmy uświadomić sobie, że jesteśmy nie tylko pielgrzymami w owym czasie, ale przez całe życie i powinniśmy się w swojej wędrówce coraz bardziej zbliżać do Pana Boga.  Była to taka krótka chwila, gdzie mogliśmy zastanowić się nad swoim życiem, czym jest dla nas pielgrzymka, jakimi my jesteśmy pielgrzymami na co dzień, czy potrafimy żyć w zgodzie z tym co Pan nam daje i czy potrafimy cieszyć się każdym dniem, który otrzymujemy od Pana? Każdy pewnie zadawał sobie indywidualne pytania, ale naprawdę był to dobry czas na rozpoznawanie Boga w innych ludziach, w wielu sytuacjach, w trudzie, w kryzysie…


Pielgrzymka była dnia mnie czasem bez telefonu, bez zegarka- po prostu się wyłączyłam. Był to dobry okres do poznania siebie w innych warunkach, gdzie nie było wszystkich udogodnień i żeby się umyć trzeba było pójść do kogoś do domu i o to poprosić. Deszcz czy spanie pod namiotem nie zawsze sprzyjały, ale naprawdę mnie wtedy nic nie przejmowało. Każdy z nas przeżywał jakiś kryzys czy to fizyczny ból czy również kryzys psychiczny, pielgrzymowanie stało się dla mnie uzależnieniem, że nie ważne jak była wczesna pora czy jak byłam niewyspana, chciałam wstać i iść dalej.


Drugiego dnia pielgrzymki, kiedy dotarliśmy do Oleśnicy deszcz jaki spadł pozalewał nam nasze namioty i większość rzeczy, które mieliśmy ze sobą i musieliśmy wrócić do domu. Przez co straciliśmy dzień pielgrzymki, żeby się wysuszyć. Ale mogliśmy się wtedy poddać i nie iść dalej, a jednak nikt nie brał z nas tego pod uwagę i kolejnego dnia wyruszaliśmy dalej w trasę. Podczas tej „powodzi” każdy każdemu pomagał . Najbardziej jednak uderzyła mnie gościnność mieszkańców nie tylko w Oleśnicy, ale również w innych miejscowościach, którzy przyjmowali nas do swoich domów i pozwalali się umyć, ale też przygotowywali dla nas kolację, ciasta i naprawdę serdecznie im za to dziękowaliśmy. Ciężko mi teraz opisać towarzyszące nam wtedy uczucia, ale nie odbyło się bez wzruszenia i łez. Samo dojście na Jasną Górę było dla mnie trudem, ale przede wszystkim niesamowitą radością. Gdy doszliśmy pojawiły się pierwsze łzy radości i że w końcu dotarliśmy do naszej ukochanej Matki, która nas zawsze słucha i pomaga.


Dziękuję raz jeszcze za ten wspaniały czas i dziękuję osobom, które przyczyniły się abym mogła pójść na pielgrzymkę i zbliżyć się do Boga i lepiej poznać siebie. Mimo, że dopiero po pielgrzymce wiem już teraz, że za rok również się wybiorę, mimo warunków, których nikt nie jest w stanie przewidzieć, wiem, że podołamy. Pielgrzymkę polecam każdemu, kto wciąż poszukuje Boga, a być może już Go znalazł i chce spędzić z nim tydzień w nieco inny sposób ;)


Magdalena Zarzeczna

 

 


Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: Dandelion Theme  Valid XHTML and CSS.